Temida – bogini cierpliwości

temida jest cierpliwaDziś dla odmiany krótka notka nie związana wprawdzie z odszkodowaniami, ale jak najbardziej pozostająca w tematyce prawnej. Mam oto przyjemność występować w roli powoda w kilku postępowaniach sądowych przeciwko nierzetelnemu dłużnikowi. Nie wdając się w szczegóły – kilka lat temu pożyczyłem pewnemu człowiekowi pewną sumę pieniędzy. Niestety – wkrótce okazało się, że człowiek ten nie zamierza zwracać pożyczki. Przez dłuższy czas nie miałem czasu ani ochoty się tym zajmować, wreszcie kilka miesięcy temu uznałem, że nie należy po prostu zostawiać tej sprawy. Napisałem pozew, wydrukowałem, podpisałem, opłaciłem, wysłałem do sądu. Pozostało czekać…

Czas mijał. Czekałem cierpliwie, z doświadczenia wiedząc, że w sądach nic nie dzieje się zbyt szybko (przynajmniej w cywilnych, bo sprawy karne, zwłaszcza te błahe, z niewyjaśnionych przyczyn toczą się zazwyczaj bardzo sprawnie). Po trzech miesiącach doszedłem do wniosku, że można już zadać ulubione przez klientów pytanie „co tam w sprawie”. Podniosłem telefon, wykręciłem (cz raczej wstukałem) numer i zadzwoniłem do sądu.

Oczywiście, nie mogło być tak łatwo. Sekretariat Wydziału Cywilnego odesłał mnie do Biura Obsługi Interesanta. Tam… grała muzyczka. Sprawdziłem na stronie Sądu, czy na pewno wybieram dobry numer – okazało się że tak, ale że są jeszcze trzy inne. Widać BOI zostało dobrze obsadzone. I słusznie, na pewno dużo ludzi jak ja dzwoni, żeby się dowiedzieć o stan postępowania. Jedno stanowisko może być akurat zajęte albo nieczynne, ale skoro są jeszcze inne, to na pewno ktoś odbierze. Wybrałem zatem drugi numer – muzyczka. Trzeci – muzyczka. Czwarty – muzyczka.

Wciąż nie chciałem pogodzić się z niepowodzeniem. Odczekałem godzinę, wykonałem ponownie serię czterech telefonów – nadal muzyka. Trudno, pomyślałem, zadzwonię jutro. Nadeszło jutro, zadzwoniłem. Muzyka. Pojutrze? Muzyka…

Odczekałem kilka dni, zadzwoniłem znowu. Jest, jest upragniony sygnał! Jeden, drugi, trzeci… dziesiąty… dwudziesty… i gdy już mam odłożyć telefon… muzyka.

Po tygodniu kolejna próba, już bez wiary w cokolwiek. I oto Temida uśmiecha się do mnie, zdejmuje opaskę, puszcza zalotnie oko. Słyszę sygnał, a po nim męski głos mówi: „Tak, słucham?”.

Powstrzymując łzy radości, podaję swoje nazwisko i dane pozwanego. Miły pan szuka przez chwilę w komputerze, po czym mówi „Tak, nakaz zapłaty został wydany 2 lipca, ale…”

Jakie „ale”, myślę sobie, jakie może być „ale”. Pan po drugiej stronie słuchawki robi przerwę na wdech, po czym kontynuuje „…ale nie został jeszcze wysłany, z powodu dużej ilości spraw”.

Upewniam się jeszcze, że dobrze słyszałem, po czym dziękuję za rozmowę i odkładam słuchawkę.

Podsumujmy – trzy miesiące trwało, zanim Sąd przyjrzał się sprawie i wydał nakaz zapłaty. To w sumie całkiem dobrze, wynik mieści się w średniej. Ale kiedy to już się stało, pojawiła się kolejna obstrukcja – ponad trzy tygodnie nakaz zapłaty leży w sekretariacie i czeka, aż ktoś go wyśle. Co stoi na przeszkodzie, aby to zrobić? „Duża ilość spraw”. Tak, z powodu dużej ilości spraw przez trzy tygodnie nie można wysłać dwóch listów (jeden egzemplarz nakazu zapłaty dla mnie i drugi dla pozwanego). Nie, to nie Bareja, to rzeczywistość. I to nie PRL-u, ale III RP.

A tymczasem media donoszą, że urzędnicy sądowi domagają się podwyżek…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>