Leczenie szpitalne (którego nie było)

Są takie chwile w naszej pracy, kiedy przychodzi zwątpić we wszystko co wiemy.Head in Hands

Chwile, w których przekonujemy się, że nie ma takiego absurdu, którego pracownicy towarzystw ubezpieczeniowych nie potrafiliby przebić.

Niedawno miała miejsce jedna z takich chwil. Czytamy decyzję (odmowną) dotyczącą roszczeń z ubezpieczenia na życie, obejmującego tzw. świadczenie z tytułu leczenia szpitalnego. Niby prosta sprawa – jeżeli po wypadku poszkodowany leczy się w szpitalu, za każdy dzień należy mu się pewna suma pieniędzy. W tej konkretnej sytuacji roszczenie dotyczy pobytu na oddziale rehabilitacyjnym. W ogólnych warunkach ubezpieczenia nie ma żadnych wyłączeń dotyczących leczenia na takich oddziałach, nie ma też żadnej definicji zawężającej pojęcie leczenia, która wykluczałaby z jego znaczenia rehabilitację. Co zatem mogło stać się przyczyną odmowy?

„Zapisy zawarte w karcie leczenia szpitalnego jednoznacznie wskazują, że podczas hospitalizacji pan X nie był poddany leczeniu szpitalnemu”.

Nie wierzymy, że ktoś to napisał. Nie wierzymy, że ktoś się pod tym podpisał. Nie wierzymy, że to czytamy. A jednak. Te słowa naprawdę tam są. Oto wiekopomna chwila – karta informacyjna leczenia szpitalnego stała się dowodem, że takiego leczenia nie było.

I co tu powiedzieć? Jak tu dyskutować? Nie sposób. Rozum musi ulec wobec potęgi głupoty. Trzeba uznać się pokonanym, złożyć broń i przeprosić za kłopot…

Jeden komentarz na temat:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>