Co tam koszty… – czyli świat według dyrektora w firmie ubezpieczeniowej

pieniądzeSprawa bardzo poważnego wypadku komunikacyjnego (Poszkodowany sparaliżowany od pasa w dół). Firma ubezpieczeniowa najpierw wypłaca 150 000 zł, później kolejne 100 000 zł, wreszcie jeszcze raz 100 000 zł, po już czym twardo stwierdza, że ani złotówka więcej już się nie należy a 350 000 zł to bardzo wysokie zadośćuczynienie.

Próbujemy negocjować ugodę, jednak druga strona jest nieprzejednana. Ubezpieczyciel proponuje wprawdzie dopłatę bodajże kolejnych 100 000 zł, jednak przy tym chce „wygasić” wszelkie inne roszczenia przysługujące Poszkodowanemu, poza tym nawet na samo zadośćuczynienie kwota 450 000 zł w tej sprawie jest nie do zaakceptowania. Rezygnujemy zatem z prób polubownego zakończenia sporu i składamy pozew do sądu.

Powództwo oczekuje na wokandę, a tymczasem w firmie ubezpieczeniowej przebiega wielka reorganizacja w zakresie likwidacji szkód osobowych. Likwidacja „naszej” szkody zostaje przeniesiona do zupełnie innego oddziału, zaczynają się nią zajmować „nowi” urzędnicy. W efekcie pewnego dnia zaskakuje nas korespondencja z… Sądu Polubownego przy Komisji Nadzoru Finansowego.

Jak się okazuje, dyrektor oddziału, do którego przeniesiono szkodę, postanowił zaproponować nam postępowanie mediacyjne prowadzone pod auspicjami KNF-u. Drogą mailową podziękowaliśmy za ten – bądź co bądź, miły – gest, wskazujac przy tym jednakże, że nie jesteśmy zainteresowani takim rozwiązaniem. Został już wniesiony pozew do „zwyczajnego” sądu, co jednak nie wyklucza negocjacji ugodowych i wypracowania stanowiska satysfakcjonującego dla obu stron. Spodziewaliśmy się, że pan dyrektor w tym momencie faktycznie powróci do negocjacji (wydawało się to logiczne, skoro sam chciał postępowania mediacyjnego). Niestety – zamiast propozycji ugody, otrzymaliśmy maila następującej treści:

„Namawiam do wycofania pozwu – wiem, to koszty, ale…”.

No właśnie – „ale”. Koszty sądowe wynosiły kilkadziesiąt tysięcy złotych – gdyby Poszkodowany wycofał pozew, straciłby połowę tej kwoty. Dla „zwykłego Kowalskiego” poświęcenie tych pieniędzy w zamian za mgliste nadzieje na udaną mediację byłoby nie do pomyślenia – tymczasem dyrektor oddziału firmy ubezpieczeniowej nie widzi w takim rozwiązaniu niczego dziwnego. „To koszty, ale…”. Wiadomo, kilka złotych, w tę czy we wtę, żaden problem.

Pytanie tylko, dlaczego kiedy przychodzi do wypłat odszkodowań, to nie pojawia się u żadnego z pracowników zakładów ubezpieczeń myślenie „to koszty, ale…”. Wręcz przeciwnie – wtedy liczona jest każda złotówka, ba, nawet każdy grosz.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>