„Ale czy to takie ważne…” – czyli wypadek w szkole oczyma dyrekcji

Zajęcia wychowania fizycznego bywają niebezpieczne. Zwłaszcza wtedy, kiedy nauczyciel gdzieś się oddala, a wtedy dzieci – pozostawione same sobie – robią co chcą, bez nadzoru i kontroli.

Taka też sytuacja miała miejsce w tej historii – pani nauczycielka uznała, że jej obecność na boisku nie jest konieczna, rzuciła dzieciom piłkę i poszła zajmować się swoimi sprawami. Dzieci zaczęły grać, a że dziećmi tymi byli chłopcy, gra szybko przybrała dość gwałtowny obrót. Wiadomo, jak to w „późnej podstawówce” – ktoś kogoś popchnie, ktoś komuś podstawi nogę, ktoś w kogoś kopnie z całej siły piłkę.

Na efekt takiego grania nie trzeba było długo czekać – jeden z uczniów doznał dość poważnego urazu. Dzieci pobiegły po panią nauczycielkę (która przebywała w tzw. „kantorku”), pani nauczycielka przerażona wezwała panią dyrektor, pani dyrektor wezwała pogotowie ratunkowe, pogotownie ratunkowe zawiozło poszkodowanego do szpitala.

Przechodzimy do właściwej część dramatu – w szkole rozpoczęło się „postępowanie powypadkowe”…

Zespół powypadkowy badał sprawę dokładnie i wnikliwie. Oczywistym jest zatem, że postępowanie powypadkowe musiało trwać długo – i faktycznie, trwało od września do stycznia. Wreszcie zespół był gotów, by przedstawić światu wyniki swej pracy – do szkoły zaproszono naszego klienta – ojca dziecka, by podpisał protokół powypadkowy.

Wiedzeni nieomylnym przeczuciem, postanowiliśmy towarzyszyć naszemu klientowi na spotkanie z panią dyrektor szkoły, na którym to spotkaniu miała odbyć się prezentacja i podpisanie protokołu.

Tak oto przybywamy do szkoły. Wyjaśniamy pani dyrektor, że jesteśmy prawnikami i przyszliśmy z ojcem poszkodowanego dziecka, aby dopilnować jego interesów. Pani dyrektor niezrażona wydobywa protokół. Czytamy.

„Nauczycielka, pani X., znajdowała się wraz z klasą na boisku”.

Pytamy panią dyrektor, dlaczego w protokole zostały wpisane okoliczności niezgodne ze stanem faktycznym i dlaczego jej zdaniem ojciec ucznia miałby coś takiego podpisać. Deliatnie uświadamiamy, jakie mogą być konsekwencje tego typu „kombinacji”.

Pani dyrektor uśmiecha się rozbrajająco, rozkłada ręce i mówi: „No rzeczywiście, może jej [nauczycielki] nie było, no może rzeczywiście gdzieś poszła… no ale czy to takie ważne?”.

Rzeczywiście, czy to takie ważne? Pani nauczycielka nie dochowała swojego podstawowego obowiązku, jakim jest ciągły nadzór nad powierzonymi jej opiece dziećmi. Zlekceważyła powszechnie obowiązujące przepisy i regulamin szkoły oraz zasady pracy z dziećmi, wpajane studentom pedagogiki i wychowania fizycznego od pierwszego roku studiów. Bezpośrednim tego efektem był poważny wypadek jednego z uczniów.

No proszę, powiedzcie – czy to takie ważne?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>